- Dzień Dobry - uśmiechnęłam się krzywo do mężczyzny siedzącego za biurkiem, który paczył na mnie srogim wzrokiem. Miał około 40 lat. Dobrze wiedziałam, że wie o moich małych występkach. No cóż trudno..
- Dzień Dobry. Siadaj. Nie będę owijał w bawełnę. Nie życzę sobie żebyś w mojej szkole zachowywała się tak jak w poprzednich. Zrozumiano? - "To nie jest koncert życzeń " pomyślałam.
- Tak oczywiście. Mogę prosić o plan zajęć? Pan wybaczy, ale nie chcę się spóźnić na pierwszą lekcję w nowej szkole. - powiedziałam z fałszywym uśmieszkiem.
- Uhm proszę bardzo. - Podał mi do ręki mój nowy plan zajęć z którego wynikało, że teraz mam matmę. Super ku*wa. Czujecie ten sarkazm? Ehh. Podziękowałam i wyszłam. Poszłam do szafki wziąć odpowiednie książki po czym poszłam korytarzem i próbowałam znaleźć salę nr. 124. Poczułam, że znowu na kogoś wpadam. Co to ma być?! Popatrzyłam w górę i ponownie ujrzałam tego samego chłopaka co za 1 razem.. Ja to mam szczęście.
- Za pierwszym razem to był przypadek, ale teraz to już przeznaczenie kochanie. - Powiedział do mnie, a ja zaczerwieniłam się jak głupia. Ught, a zapowiadało się tak pięknie.
- Nie sądzę. To po prostu zbieg okoliczności. Nara. - Powiedziałam i już zamierzałam iść dalej, lecz poczułam na swoim ramieniu silną dłoń.
- Zaczekaj mała. - Powiedział po czym uśmiechnął się uwodzicielsko. Jak mu było? Ahh tak Louis.
- Mała to jest twoja pała, a teraz wybacz śpieszę się. - Powiedziałam po czym strzepnęłam z mojego ramienia jego rękę. Usłyszałam za sobą jego głośny śmiech, ale nie zwracałam na to uwagi. Wreszcie znalazłam się przed salą nr. 124. "Pora poznać nową klasę" pomyślałam i chwyciłam klamkę od drzwi. Weszłam , a wszystkie pary oczu były skierowane na mnie. Pięknie.
- Ty jesteś Rose? Prawda? - Zapytała mnie nauczycielka od matematyki, a jak się potem okazało moja wychowawczyni.
- Tak. Nazywam się Rose Tompshon. - Powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
- Dobrze. Cóż opowiedz nam coś o sobie. - Powiedziała i odwzajemniła ten gest chcąc dodać mi otuchy. Zwróciłam się do klasy i zaczęłam:
- Emm ok. Więc jak mówiłam nazywam się Rose Tompshon. Nie jestem typem osoby, która ma same 5 i 6 wręcz przeciwnie jestem przeciętna w nauce ii... ehh to jest 4 szkoła do, której chodzę w tym roku szkolnym. - Zauważyłam, że nauczycielka chce coś powiedzieć więc odezwałam się prędko. - Nie zdradzę dlaczego, ponieważ sądzę, że to moja sprawa i to chyba na tyle.
- Spojrzałam na klasę niektórzy patrzyli się na mnie obojętnym wzrokiem, a inni nie zwracali na mnie uwagi. Dobrze, bo nie lubię być w centrum zainteresowania. Zwróciłam się z powrotem do nauczycielki.
- To z kim mam usiąść pani..... ? - Chciałam się dowiedzieć jak ma na imię skoro ma mnie uczyć znienawidzonego przedmiotu przez pewien czas.
- Pani Anabelle Lacomb i usiądź proszę z Molly. Siedzi ona w 3 ławce od tyłu. - "Wiem to idiotko. Przecież z nią rozmawiałam."
- Jasne. - Przeszłam przez klasę aż dotarłam do ławki, którą mam dzielić z Molly. Nawet ją polubiłam więc nie będzie źle.
- Hej. - Przywitałam się z nią.
- Cześć. Fajnie, że chodzimy razem do klasy przynajmniej nie będę już spała na lekcjach. - Zaśmiałyśmy się obie z jej słów.
- Też się cieszę. Kojarzysz może niejakiego Louisa? Ma masę tatuaży i kolczyki. - Wyszeptałam gdy nauczycielka dyktowała po raz kolejny temat klasie.
- Tak i radzę ci się do niego nie zbliżać. to niebezpieczny typ. - Westchnęła - On przyjaźni się z moim kuzynem. Niestety. Wiesz on i reszta "bad-boi" w szkole tworzą taką jakby paczkę. Każdy się ich boi,bo są agresywni. Na prawdę uważaj na nich. -"Jeszcze nie wiesz, że nie jednemu chłopakowi rozwaliłam twarz. Nie będę się bała, bo nie mam czego" pomyślałam, ale wolałam już tego nie mówić.
*Po lekcjach*
*Pov Rose*
Wyszłam z szatni i zmierzałam w stronę wyjścia z tego piekielnego miejsca. Wreszcie koniec męczarni. Zauważyłam, że przed bramą szkoły stoi Louis. Postanowiłam przejść koło niego obojętnie, ale on miał inne plany.
- Gdzie się tak śpieszysz? Mam propozycję nie do odrzucenia. - Powiedział z bezczelnym uśmieszkiem na ustach.
- Do "domu" . Zamieniam się w słuch. - Oczekiwałam na jego odpowiedź, ponieważ byłam ciekawa o jaką propozycję mu chodzi.
- Więc chcę, abyś poszła ze mną do Nando's, które jest nieopodal. - Ok zdziwiła mnie jego propozycja, ale postanowiłam się zgodzić no bo co mi szkodzi?
- Zgoda. Chodź . - Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Wiesz wpadliśmy na siebie już dwa razy, a ja nadal nie znam twojego imienia. - Powiedział podczas drogi.
- Mam na imię Rose. - Odpowiedziałam na jego pytanie.
- Śliczne imię. - Skomplementował mnie na co tylko się delikatnie uśmiechnęłam. Weszliśmy do budynku i zajęliśmy stolik.
- Nie boisz się mnie? - Zapytał prosto z mostu.
- Nie, a czemu? Miałabym? - Także zadałam mu pytanie.
- Ehh nie skąd tylko wiesz mam tatuaże i no pewnie zauważyłaś, że każdy się mi usuwał z drogi gdy szedłem i wgl. - Powiedział lekko zmieszany.
- No cóż zauważyłam, ale to przecież nie ma większego znaczenia. Mi nic nie zrobiłeś, a nawet jeśli chciałbyś to nie dałabym się tak łatwo. - Odpowiedziałam, a w tym samym momencie podeszła do nas kelnerka z pytanie co ma zamawiamy.
- Ja poproszę kawę i frytki. - Powiedziałam.
- To samo. - Kelnerka zapisała coś w swoim notesiku i odeszła od nas. Potem rozmowa toczyła się już sama. Dużo śmialiśmy się praktycznie z niczego. Za nim się zorientowałam była już 18 więc powiedziała, że muszę iść.
- Pa Lou. Wspaniale mi się z tobą rozmawiało, ale naprawdę muszę już iść. - Powiedziała z grymasem na twarzy przez co oboje się zaśmialiśmy. On z tego jak wyglądam, a ja bo sobie to wyobraziłam.
- Pa Rose. Do jutra. - Pocałowałam go w policzek gdy byliśmy już na zewnątrz po czym odeszłam. Gdy znalazłam się już w Sierocińcu natychmiast poszłam do swojego pokoju. Odrobiłam zadanie i
weszłam do łazienki się odświeżyć, umyć zęby i załatwić się. Założyłam na siebie piżamę i poszłam spać.
*cdn*
____________
Witam! Oto pierwszy rozdział.
Trochę nabiło się wyświetleń, lecz był tylko jeden komentarz. Szkoda... No cóż mam nadzieję, że ten rozdział pobudzi Was do komentowania.
Proszę o komentarze. xx

.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)